Marek Wójciak

 

 

 

 

 

  Marek Wójciak tak się nazywam.
Urodziłem sie w 1997 roku w Krakowie i od urodzenia choruję na porażenie mózgowe z niedowładem czterokończynowym. Chociaż urodziłem się w Krakowie to moim miastem w którym mieszkam jest Wieliczka.

 

Tuż po urodzeniu rokowania na przyszłość nie były dla mojej osoby optymistyczne, gdyż według nich  nie dość, że nigdy nie miałem chodzić to nadomiar złego nawet brak było szans abym siedział, pozycja pozioma miał mi być przypisana już do końca życia. Wylew krwi do mózgu, odma oskrzelowo-płucna, pękniete jelito grube, kłopoty z widzeniem oraz słuchem to w skrócie najważniejsze komplikacje zdrowotne jakie pojawiły się w pierwszych  miesiącach mojego życia. Przez cztery miesiace podłączony byłem do tlenu, gdyż moje płuca nie radziły sobie z samodzielnym oddychaniem, inkubator był moim pierwszym i dośc długo używanym łóżeczkiem.

  

Wraz z rodzicami chociaż na początku to tylko rodzice postanowiliśmy stawić czoło wyzwaniu i pokazać, że nawet najlepsza diagnoza lekarska nie zawsze musi się sprawdzić.Zaczęliśmy ciężką i długotrwałą rehabilitacją połączoną z zabiegami lekarskimi, leczeniem farmakologicznym oraz lekami i zabiegami medycyny dalekiego wschodu. Wszystkie te działania zaczynają powoli przynosić efekty, chociaż droga do tego, abym zaczął chodzić jest jeszcze daleka i nie widać jej końca to każdy nawet najmniejszy postęp w funkcjonowaniu  przynosi zarówno mi jak i moim rodzicom wiele radości i satysfakcji. Poruszam sie na wózku inwalidzkim i na dzień dzisiejszy tylko dzięki niemu mogę się przemieszczać, lecz ciągle mam nadziję, że kiedyś pozbędę się wózka i stanę na własne nogi. Jak widzę moich rówieśników biegających lub grających w piłkę to jest mi smutno, zadaje sobie wtedy pytanie dlaczego ja nie mogę grać czy biegać, co takiego zrobiłem, że muszę być przykuty to wózka, lecz po chwili zwątpienia i załamania znowu zaczynam pozytywnie myśleć. Wiem że narzekaniem, pretensjami adresowanymi w próznię oraz złym nastawieniem i zwątpieniem nie pomogę sobie w walce z niepełnosprawnością. Tylko zawziętość, upartość w dążeniu do samodzielnego chodzenia mogą kiedyś pomóc zrealizować moje marzenie, chociaż  zdaje sobie sprawę z tego, iż moje szanse są niewielkie. Lecz póki jest chociaż 1% szansy czy też cień nadziei to nie mogę wątpić w to, że uda się zrobić coś co na dzień dzisiejszy wydaje się niemożliwe. 

 

Mój "konik" a zarazem hobby to sport i polska muzyka. Są to dwie rzeczy a zarazem przyjemności bez których trudno mi wyobrazić sobie, bym był tak szcześliwy jak jestem. Te dwie rzeczy pochłaniają mnie bez reszty i wypełniają wolny czas którego ze względu na moją chorobę oraz szkołę mam niewiele.


Abym miał szansę na chodzenie potrzebne są oprócz wielkiego poświęcenia rehabilitantów, lekarzy oraz rodziców i całej rodziny jeszcze środki finansowe na pokrycie kosztów wszelkiego rodzaju zabiegów oraz turnusów rehabilitacyjnych.

Dlatego moi rodzice założyli w Fundacji Pomocy Osobom Niepełnosprawnym "SŁONECZKO" subkonto, na którym zbieramy pieniądze potrzebne na moje leczenie, rehabilitacje i sprzęt ortopedyczny.

Moim największym marzeniem jest samodzielne chodzenie dlatego wciąż powtarzam sobie słowa - "NIGDY NIE POZBAWIAJ NIKOGO NADZIEI, MOŻE TO WSZYSTKO CO MU POZOSTAŁO".

Myślę że brak środków finansowych nie pozbawi mnie nadziei i kiedyś będe mógł powiedzieć innym, którzy znajdą się w podobnej sytuacji jak ja teraz, że można wszystko pokonać jeżeli tylko ma się nadzieję.

 

Szczegółowe informacje w jaki sposób można mi pomóc finansowo w pokryciu kosztów leczenia i rehabilitacji (między innymi 1% podatku) podane są w zakładce "JAK MOŻESZ POMÓC" 

 

 

 

 


 

 

 

AKTUALNOŚCI:

 

 

Jestem już po operacji lewego biodra!!! 

 

Z każdym dniem jest lepiej, ale przez kilka dni po zabiegu ból był nie do opisania. Podobno wszystko się udało i teraz będzie tylko lepiej, lecz trzy miesięczny "pobyt" w gipsie spowodował, że zanikło mi większość mięśni na nogach. Na pokrycie kosztów operacji moi rodzice zaciągneli pożyczkę, lecz jeśli jak mówią lekarze wszystko jest Ok to warto było! Teraz tylko trzeba spłacić dług oraz znajść pieniądze na pokrycie kosztów intensywnej rehabilitacji, która jest mi obecnie najbardziej potrzebna. Codzienne ćwiczenia oraz kilka wyjazdów na turnusy rehabilitacyjne (jeden turnus to koszt 4900 zł) to teraz najważniejsze rzeczy które sprawią, iż operacja przyniesie zamierzony cel oraz szybko wrócę do formy sprzed zabiegu. Ćwiczenia, hipoterapia, zajęcia na basenie, szkoła i tak na okrągło, niby wszystko w porządku ale zaczyna mi brakować czasu aby odpocząć.

 

Wszystkim którzy chcieli by mi pomóc finansowo z góry dziekuję oraz podaję subkonto na które można wpłacać pieniądze na pokrycie kosztów rehabilitacji.

 

Marek

 

 

 

  Serce jest bogactwem, którego się nie sprzedaje ani nie kupuje,
ale które się ofiarowuje!”.

 

  

KONTAKT:  

  

 

 

 

Wpisz treść wiadomości.
Wpisz swój adres email.Przepisz kod z obrazka.